facebook twitter instagram bloglovin
 photo toppost.png

9 marca 2016

PHOTODIARY: SCHLADMING, AUSTRIA


Dawno nie było nic o moich wojażach, więc dzisiaj to o nich. Ferie zimowe to był czas, w którym pokonałam 12 727,8 kilometra samolotem i 1339,2 samochodem (dziękuję Google Maps) i są to statystyki dość cieszące moje oko. To, jak to pięknie ujęłam w tytule, photodiary, jest o tych 1339,2 kilometrach, które dzielą Katowice, moje miasto i Schladming, narciarską miejscowość w Austrii.






 Na pierwszym zdjęciu widzimy centrum miasteczka, które było typowym austriackim miasteczkiem.  Jest w nich coś uspokajającego, lubię się przechadzać ich uliczkami popijając cappuccino na wynos i słuchając tego, co jest dookoła. Nie było to miejsce przeludnione, ale też nie było to miejsce, gdzie nic nie było. Jako, że jestem typem spacerowicza wolałam czasem zamiast iść na narty (jak 99% osób przebywających w Schladming) po prostu sobie pochodzić, trafić na fajne kawiarnie jak Biochi, z której zdjęcie również dodałam czy zawędrować tak, aby spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Który narciarz wiedział o tym miejscu widokowym, gdzie było widać miasto z góry? Ja i moja siostra wiedziałyśmy.





Ludzie, z którymi byłam i którzy naprawdę znają się na nartach czy snowboardzie (ja nie jestem ekspertem, umiem zjechać i się nie zabić i na tym koniec moich umiejętności sportów zimowych) uznali stoki w Schladming za bardzo zróżnicowane, ciekawe i ogólnie ekstra. Ja jestem w stanie powiedzieć, że dało się zrobić fantastyczne zdjęcia, bo widoki zapierały dech w piersiach. A jadąca dwanaście minut kolejka miała podgrzewane siedzenia.





A tutaj zdjęcia z mojego ulubionego dnia, bo było aż 12 stopni (zapaleńcom sportowym też nie było smutno, bo stoki były wyżej, gdzie był lekki minus i śnieg), ubrałam wygodne buty i wzięłam słuchawki. I wyszłam. I przepadłam na długim górskim spacerze, gdzie objawiła mi się tęcza i przemyślałam całe swoje życie. Ale to zobaczycie w innych rzeczach, które planuję. Na blogu i nie tylko.


Mam nadzieję, że podobała Wam się moja kartka z pamiętnika. Odpoczęłam i miałam bardzo przyjemny i wesoły czas w Schladming. A miejsce samo w sobie polecam dla osób planujących górskie wycieczki. 

Miłego dnia! 

6 marca 2016

FEBRUARY FAVOURITES '16




To znowu ten moment, w którym mogę się podzielić kilkoma rzeczami, które kochałam w tym miesiącu. Zapraszam!

Bourjois 123 Perfect CC Cream
Recenzja tutaj- jednym słowem warto. Pokochałam ten krem CC w tym miesiącu i nosiłam go cały czas.

Paleta The Balm Balmsai
Muszę przyznać, że to moje pierwsze cienie The Balm. To nie jest moja kolorystyka na noszenia do codziennego makijażu, wolę złoty, brązowy i róże, ale jakość cieni tej marki jest bardzo, bardzo godna polecenia. Jeśli się zastanawiacie nad NUDETude i innymi to warto spróbować. Ta ma trzy kolory do brwi, z których się bardzo cieszę, świetny szmaragdowy, na który czasem mam ochotę i używam jej przed pójściem na imprezę.

Maybelline Color Tattoo w kolorze 45-Infinite White
Jest zima, więc biały na oku to mój częsty kaprys. O tych konkretnych cieniach w kremie pisałam milion razy, są świetne i warto mieć. 

Anastasia Beverly Hills Contour Kit
Moja inwestycja miesiąca i jeden z ulubionych kosmetyków. Jakość tych pudrów do konturowania to spełnienie wszystkich konturowych marzeń. 

Maybelline COLORsensational w kolorze 540 Hollywood Red
Brudny róż na ustach to mój nowy ulubiony. Ostatnimi tygodniami jakoś zapomniałam o czerwonym na rzecz takich tonów i ta szminka jest jedną z moich ulubionych. 

A Wy co polecacie w tym miesiącu? :) Miłego dnia!

ZNIŻKI

 photo envye.jpg
envye blogger theme