facebook twitter instagram bloglovin
 photo toppost.png

25 lutego 2016

WINTER HOLIDAYS 2016 MAKEUP BAG


Muszę szczerze przyznać, że uwielbiam czytać posty i oglądać filmiki o tym, co kto ma w swojej kosmetyczce. Moje dobre koleżanki mogą potwierdzić, że czerpię niesamowitą przyjemność z oglądania ich kosmetyków. To nie jest czysta wredota, ale lubię patrzeć na to, co kto lubi i czego używa do codziennego makijażu- bo to, co mamy ze sobą w kosmetyczce to zwykle rzeczy, które są przez nas kochane i używane. A ja lubię makijaż (osoba, która ma bloga o kosmetykach lubi makijaż- tak, wiem, odkrycie miesiąca). Dzisiaj postanowiłam zrobić Wam tą przyjemność przeszukania mojej kosmetyczki z mojego wyjazdu w Alpy.

Ostrzegam, że trochę się rozpisałam, więc polecam wzięcie sobie jakiegoś ciepłego napoju, włączenie muzyczki i przeczytanie.

Kosmetyczka w koty- H&M



Paleta Naked Urban Decay to już część mnie, sięgam po nią cały czas, bo ma wszystkie kolory, których potrzebuje i jest jakościowo świetna. Szczerze jednak przyznam, że nie używałam jej za dużo podczas tego wyjazdu (jedynie w wieczory, kiedy chciałam trochę złota na powiece), bo mój zimowy go-to-look to baza w postaci białego lub srebrnego Color Tattoo Maybelline (kolory 45-Infinite White i 50-Eternal Silver) i załamanie najczęściej zrobione którymś z matów z palety Sephora Wonderful Dreams, która jest bardzo zimowa i ogólnie przepiękna. A Naked Basics Urban Decay jeździ ze mną zawsze za granicę, była już w (chyba) sześciu samolotach i pokonała wiele odległości. Głownie dlatego, że jest bardzo uniwersalna, a odcieniem Faint (czyli tym ciemnym brązem) robię brwi, kiedy nie chcę się rozdrabniać i brać osobnej palety do tego celu. 



Anastasia Beverly Hills Contour Kit, czyli zmiana w moim makijażu na lepsze, to moja nowa obsesja. Każda maniaczka kosmetyków dochodzi w swoim życiu do momentu, w którym ta paleta (oraz kultowe produkty do brwi tej marki) staje się pragnieniem i numerem jeden na wishliście. W zeszłym tygodniu byłam w Dubaju i Sephora w The Dubai Mall miała półkę Anastasii. I naprawdę ręczę za to, że nie jest to produkt przereklamowany. Jakość tych pudrów jest niesamowita, trzymają się na twarzy (przeżyły nawet drzemki) i dostaję bardzo dużo komplementów na temat mojego pudru brązującego odkąd używam tego produktu. Nie jest to najpraktyczniejszy wybór na wyjazd, ale musiałam. Więc jeśli marzycie o tej paletce, ale się wahacie, czy warto- warto. Na jakąś okazję można sobie sprawić taki prezent, chociaż wiem, że w Polsce z dostępnością Anastasii nie jest dobrze. 


Dlaczego aż trzy podkłady na tygodniowy wyjazd? To ma logiczne wytłumaczenie. Bourjois 123 Perfect CC Cream (mój ma kolor 31 Ivory) jest na te dni, kiedy nie chcę czuć podkładu na twarzy, ale mieć jednak wszystko zakryte. Krycie tego produktu to BAJKA. Jest też leciutki i nawilża. To jedno z moich najnowszych odkryć, ale bardzo się cieszę, że go mam. Aplikacja jest szybka, nie robi smug i jestem zauroczona.
Revlon Colorstay dla cery tłustej i mieszanej (kolor 150 Buff) to podkład na gorsze dni dla mojej cery (które mam teraz, jak co miesiąc w pewien magiczny czas dla każdej kobiety). A Rimmel Lasting Finish (kolor 200 Soft Beige) jest nieco ciemniejszy i wzięłam go dlatego, że trochę się opaliłam w zeszłym tygodniu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, więc muszę go dodać trochę do Colorstay'a, aby kolor pasował do mojej cery. 
Rimmel Stay Matte (kolor 001 Transparent) na szczęście pasuje i sprawdza się zawsze, a korektor Collection Lasting Perfection to w sumie jedyny jaki mam, używam go cały czas z wielkim umiłowaniem.


W sumie to nie mam pojęcia dlaczego spakowałam aż dwa tusze do rzęs. Obydwa (L'Oreal Volume Million Lashes So Couture i Volume Million Lashes Excess) za to bardzo lubię, nie osypują się i rzęsy po prostu wyglądają dobrze. L'Oreal robi dobre rzeczy moim rzęsom.
Tusz do brwi L'Oreal Brow Artist Plumper (kolor Medium/Dark) jest tu, bo nie tylko daje brwiom trochę koloru, ale też utrwala je, kiedy pomaluję je cieniem. Ulubieniec od dawna.


W zimę najbardziej lubię czerwienie, ale wzięłam jeden róż (Estee Lauder Pure Color Envy Lipstick w kolorze 220 Powerful) na wszelki wypadek. Dalej po kolei- L'Oreal Color Riche Serum w kolorze S402 Radiant Orange, czyli bardzo trwały czerwony wpadający w oranż, czerwona kredka Golden Rose Dream Lips Lipliner w kolorze 513 i mój pierwszy produkt kultowej firmy Nars (tak, Sephora w The Dubai Mall mnie nieźle urządziła)- Nars Velvet Matte Lip Pencil w kolorze Dragon Girl, z którym się nie rozstaję. 



I ostatnia część, ale jednak kluczowa- pędzelki! Po kolei. Pierwszy z nich to Elite Powder Blush, którego nie używam w sumie do pudru, ale blenduję nim puder brązujący. Następnie Real Techniques by Sam & Nic Chapman Powder Brush- tak, tym już naprawdę nakładam puder. Później mamy mój ulubiony pędzel do podkładu, czyli Maestro 143. Obok leży Hakuro H24 (tak, w końcu zaczęłam używać pędzli Hakuro!) do konturowania i Elite Beveled Blush Brush, którym to nakładam rozświetlacz. 

I pędzle do oczu. Na samej górze pędzel dołączony do palety Urban Decay Naked 3- ma świetną jakość i dwie strony, co jest praktyczne. Niżej Hakuro H69 do blendowania, Sephora All Over Shadow 22, którego od wieków używam tylko do rozświetlania wewnętrznego kącika (jak widać poważnie traktuję wewnętrzny kącik) i skośny pędzelek Hakuro H85 do brwi.


To wszystko, co mam! Znacie któryś z wyżej wymienionych produktów? Co myślicie? :) Miłego dnia!

PROMOCJE



4 komentarze:

 photo envye.jpg
envye blogger theme