facebook twitter instagram bloglovin
 photo toppost.png

27 maja 2016

TOP 4 OSTATNICH TYGODNI


Witam Was bardzo serdecznie i przychodzę z postem, w którym zamierzam podzielić się moimi czterema ulubionymi kosmetycznymi rzeczami z ostatnich tygodni.

Ostatnio jestem trochę na detoksie, nie kupuję dużo kosmetyków i zużywam stare- ale te kilka rzeczy wpadło mi w ręce i jestem szczęśliwa z tego powodu.


Lakier do paznokci L'Oreal Color Riche w kolorze 851 Nouvelle Vague
Czy muszę tłumaczyć? Kolor jest niesamowity, bardzo letni i bardzo świeży. 



Podkład MaxFactor Face Finity All Day Flawless w kolorze Beige 55
Nigdy nie miałam nic tej marki, więc bardzo miłym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że ten podkład faktycznie sprawia, że twarz cały dzień wygląda flawless. Bardzo, bardzo trwały, krycie ma średnie do wysokiego. Nie drażni, nie pachnie i ma SPF 20.



Kredka Golden Rose
Kredki Golden Rose powinny dostać jakąś nagrodę, bo kosztują 5-10 PLN i są lepsze niż wszystko. Tym razem złowiłam taki kolor, ale kredkę oczywiście już zgubiłam w którejś torebce. Ale ja jak mam ulubiony kolor kredki z GR (jak ten tutaj) to zaopatruję się w 3 takie i tak idę przez życie. Po ten zajrzę dzisiaj jeszcze!



Maski Montagne Jeunesse
Plejada pięknych zapachów (w tym ta ze zdjęcia, czyli czekolada, ale jest też biała czekolada, kolekcja owocowa, zielona herbata i maska rozgrzewająca bez potrzeby podgrzewania jej), świetny sposób na relaks i odstresowanie w biegu codziennego życia, nie kosztuje milionów i dostępna jest w Hebe i w Douglasie. Ja swoją przygodę z tymi maskami rozpoczęłam 3 lata temu kupując je w austriackiej drogerii i nadal aplikacja jest tak samo wyjątkowa.


Znacie? :) Miłego dnia!

PROMOCJE





22 maja 2016

YOUTUBE + DUBAJ



Mój wyjazd do Dubaju był w lutym i nadal się zastanawiam, dlaczego ta notka nie pojawiła się jakoś w marcu? Jest koniec maja zaraz! Dubaj to było coś, naprawdę. Jedno z moich ulubionych miejsc na świecie (zaraz po Paryżu i NYC) i ulubione w Azji- z tego, co na razie widziałam, bo myślę, że moje życie podróżnika dopiero się rozkręca!


Lot z Warszawy bezpośrednio do Dubaju trwał około 5,5 godziny i był w sumie bardzo przyjemny (jestem tym rodzajem osoby, którą ekscytuje samolotowe jedzenie [chociaż jest niedobre] i ogólnie bycie w powietrzu, więc to nic dziwnego, że mi się podobało, skoro to nie był najdłuższy lot, a linia Emirates miała do wyboru tyle świetnych filmów do pooglądania, że nadrobiłam braki z ostatnich kilku lat i jeszcze obejrzałam dokument o cukrze w diecie).


Nasza wycieczka trwała tylko 3 dni, ale zobaczyliśmy dość sporo- nawet więcej, niż planowaliśmy. Chronologicznie więc! Przyjechaliśmy do hotelu około 22 czasu miejscowego, ale uznaliśmy, że jeszcze przejdziemy się po ulicy, na której mieszkaliśmy- jednej z bardziej znanych ulic Dubaju, Sheikh Zayed Road, gdzie znajduje się milion hoteli, biur i sklepów.




Potem poszliśmy coś zjeść i spać, bo zrobiła się północ i to był już czas. Następnego dnia wyszliśmy z hotelu z jednym celem- Burj Khalifa, najwyższy budynek na świecie.




Tu akurat zdjęcia naszej ulicy w dzień- uważam tą ulicę za bardzo dubajską (właśnie stworzyłam słowo), bo wygląda tak, jak całe centrum Dubaju- drapacze chmur na przemian z palmami. Widać też tor dla metra- dość ciekawa sprawa, bo metro w Dubaju miało z 3 stacje podziemne, a reszta jest nadziemna. Ten środek transportu z założenia ma być pod ziemią, ale nie w Dubaju. Jest to jedyne miejsce na świecie, gdzie coś takiego ma miejsce.

Poza tym, jako ciekawostkę dodam, że w Dubaju metro dzieli się na dwie strefy- dla pań i dzieci oraz druga mieszana. Jeśli jest się kobietą to można jechać w obydwóch, a jeśli jest się mężczyzną to tylko w mieszanej. Nie zrobiłam temu zdjęcia, bo byłoby to trochę podejrzane dla ludzi jadących metrem, ale postanowiłam wspomnieć jako ciekawy fakt. To akurat nie jest ewenementem, bo na przykład w Meksyku też coś takiego działa, ale tylko w godzinach szczytu.





I tu już sam budynek Burj Khalifa. Nie będę opowiadać o tym, kiedy został wybudowany, kto wybudował itede, bo po to jest nasza najlepsza przyjaciółka Wikipedia, ale pokazuję moje zdjęcia.

Jeśli ktoś kiedyś chciałby podróżować do Dubaju to kilka informacji o obiekcie w pigułce:
-przejść do niego można TYLKO przez centrum handlowe Dubai Mall, o czym nie wiedzieliśmy i chodziliśmy w kółko jak najwięksi idioci świata, w końcu chyba jednak zobaczyliśmy jakiś drogowskaz;
-jeśli ktoś chciałby wjechać na piętro 123 to najlepiej jest sobie zrobić rezerwację online, bo my przyszliśmy około południa, a termin nam zaproponowano na dwudziestą dnia następnego;
-jeśli ktoś chciałby wjechać na piętro 148, co zrobiliśmy, to nie musi robić rezerwacji online, ale musi się liczyć z kosztami rzędu kilkuset złotych za jedną osobę- ale wrażenie jest tego warte, to jedna 20 pięter różnicy z niższym wjazdem, to jak cały blok! + dostaje się gratis jedną babeczkę i sok ananasowy i można siedzieć w loży dla VIPów w sumie cały dzień jeśli się ma ochotę, jest tam klima i dość niezły widoczek




Tutaj The Dubai Fountain (działa co godzinę od 21 robiąc świetlne show z muzyczką i co ciekawe, codziennie inaczej to wygląda, bo byliśmy 3 razy) i miasto nocą!





Następny dzień to dzień odnowy biologicznej aka spa i spacerowania. Nie działo się nic ekscytującego, łapaliśmy słońce na plaży i w aquaparku oraz podziwialiśmy nowoczesną część miasta. 




Z kolejnego dnia nie mam za dużo zdjęć, a szkoda, bo był najciekawszy! Byliśmy w biedniejszych dzielnicach Dubaju, na targach złota i tak naprawdę najbardziej doświadczyliśmy życia większości ludzi z Dubaju, bo przecież nie tylko biznesmenami miasto żyje.

A dlaczego tak mało uchwyciłam na zdjęciach? Bo skupiłam się na kręceniu filmu z Dubaju! No właśnie.




Oto moje czterominutowe dziecko z Dubaju (???), które stworzyłam w sumie prawie miesiąc temu, ale nadal oczywiście chcę i mogę się nim dzielić :) 
Jak wejdziecie na kanał to zobaczycie, że jest też drugi filmik z Paryża- ale o mieście świateł i miłości więcej w notce, którą zaplanowałam na sobotę, godzina 10:00- przypominam, że to, na kiedy zaplanowałam notki jest na lewym pasku bloga.

SUBSKRYBUJCIE! W przyszłości więcej filmów z podróży, ale nie tylko- też trochę mnie poznacie i zaprzyjaźnimy się, mam plany i pomysły i zapraszam Was :)


Polecam dodanie mnie na snapchacie, tutaj macie kod do zeskanowania i nazwę- tam dużo snapów z moich wojaży i zdjęcia jedzenia ngl

KTO CHCE POJECHAĆ DO DUBAJU?






A NEW CHAPTER


Witam kochani, mam na imię Olga, a Biała Koszulka to moje miejsce w internecie od września 2014. Od tamtego czasu moje życie dość mocno się zmieniło- co nie jest zaskakujące, bo jestem w wieku, w którym życie się właśnie zmienia. Zrozumiałam, że nie jestem jeszcze dorosła pomimo tego, że według mojego dowodu osobistego już w sumie jestem, że do sukcesu dochodzi się ciężką pracą i generalnie też to, że życie jest trudne- nie jest bajką, w której księżniczka spotyka księcia i razem uciekają od świata- i nie muszą płacić podatków w dodatku!

Nie pisałam na blogu przez ponad miesiąc. Popadłam w ten stan umysłu, że muszę to robić, że jestem zmuszona do czegoś, do czego nigdy nie byłam tak naprawdę zmuszona przez nikogo… tak. Poza tym jeszcze doszło kilka moich osobistych problemów & małych dramatów, których nie chcę niepotrzebnie wywlekać na forum publiczne ale mam nadzieję, że to szanujecie! Musiałam sobie zrobić trochę przerwy, ale po prostu brakowało mi pisania i tego bloga, więc jestem z nową energią i siłą i pomysłami!

Trochę zmieni się forma prowadzenia bloga, ale to zobaczycie w praniu. Fajną zmianą dla Was będzie pewnie to, że po lewej stronie, tuż pod moim zdjęciem, będzie lista notek, które planuję dodać z dokładną datą i godziną i tak ze dwie notki do przodu tam zawsze na liście będą, także osoby, które wchodziły na bloga codziennie podczas tej suszy, podczas której nic nie dodawałam będą wiedziały czego się spodziewać.

Ogólnie pewnie niektórzy z Was wiedzą, że mam teraz kanał na YouTube, na którym są teraz 2 filmy i 127 subskrybentów (część jest z USA, część z Wietnamu, a z 30 z Polski lol) o czym więcej jeszcze dzisiaj w notce o 19! :) Za to też zabiorę się teraz poważniej. Tak dużo ludzi mi mówiło przez lata, że jeszcze skończę na YouTube, a nie mogłam się za to zabrać… teraz się zabrałam! Zapraszam na notkę dzisiaj o 19 :)

Dziękuję za bardzo miłe maile, na które starałam się odpowiadać regularnie- czytelnicy to tak naprawdę ta lepsza połowa bloga (bo ta druga to ja i moje posty).


DO ZOBACZENIA ZA SERIO NIEDŁUGO XXXXXX (dzisiaj za godzinę jeśli chcemy być dokładni)

11 kwietnia 2016

KOBO MAKE UP PRIMER AKA NAJLEPSZY PRIMER ŚWIATA?



Kobo Make Up Primer

Już wspominałam o tym produkcie, ale nie ma on swojej własnej notki na moim blogu (co mnie samą dziwi i uznałam, że to trzeba zmienić). Nie chcę się rozpisywać, bo nie chodzi o bezsensowny słowotok. Więc będzie krótko.

Dostałam ten produkt, nie sięgnęłam po niego sama. Ale byłam ciekawa, bo produkty Kobo, które miałam, zwykle były bardzo dobre. I co? I mam swój ulubiony primer w świecie primerów.

Ja bardzo nie lubię tego, jak makijaż potrafi być nietrwały. Nie lubię poprawiać, wycierać osypanych cieni spod powiek i pudrować noska pięć razy na dzień. Ten produkt przetestowałam jako bazę do cieni i właśnie w tej odsłonie sprawdza się najlepiej. Ma być matujący, ale przecież to nie przeszkadza błyszczącym czy satynowym produktom. Naprawdę świetnie utrzymuje je w miejscu i używam go codziennie od kilku miesięcy.

Pod podkład też sprawdza się bardzo dobrze, ale z reguły lubię na tyle dobre podkłady, że się trzymają. Bo z cieniami, nawet jak są jakościowo świetnie, różnie bywa. Tak więc na całą twarz ten produkt nakładam od święta, ale na powieki praktycznie cały czas. I w ogóle nie mam problemów z osypującymi się cieniami.

Polecam ten produkt wszystkim. W tym wam. Naprawdę warto, a cena jest naprawdę niewielka!

Produkty Kobo dostępne są tylko w Drogeriach Natura.

Jaki jest Wasz ulubiony primer? Znacie ten?

PROMOCJE

9 kwietnia 2016

HAIR TRANSFORMATION 2016! SŁONECZNY REFLEKS?


Jeśli ktoś mnie znalazł i obserwuje na platformach social media to już pewnie wie (bo piszę tydzień później)- mam we włosach słoneczny refleks. Gdzie, dlaczego, odczucia- to chcę tutaj wyjaśnić zamiast odpisywać na wszystkie pytania osobno!


Gdzie? W salonie Maniewski w Katowicach (jest to jeden z trzech w Polsce, pozostałe są w Krakowie i w Warszawie)- byłam ciekawa tego, co mi zrobią- szczególnie, że nie miałam żadnej dokładnej koncepcji, tylko chciałam mieć jaśniejsze włosy. W życiu bym nie pomyślała o tym refleksie sama, bo uważałam, że jest tylko dla długowłosych osób- ale jednak nie do końca.

Dlaczego? Bo jestem tym typem osoby, który lubi coś zmieniać i też zawsze chciałam mieć blond włosy (miałam w dzieciństwie, potem się przyciemniły), a moja była fryzjerka nie umiała tego zrobić, więc postanowiłam przeszukać internet i znaleźć salon, w którym mi to zrobią.

Myślałam, że postawimy na blond na całej długości, ale (jak to płytko zabrzmi) odnalazłam się w tych włosach- mówiąc odnalazłam mam na myśli, że w końcu nie mam tego uczucia, że chcę je znowu pofarbować. Zwykle już dzień po wyjściu od fryzjera nie mogłam się doczekać kolejnej wizyty, aby ten kolor zmienić. A teraz nie chcę ich zmieniać, bo podoba mi się to, że są krótsze, a ten refleks lubię bardziej niż myślałam, że polubię.


Uważam, że efekt na żywo jest bardzo subtelny, ale jednak coś się zmieniło. Jest to też dość praktyczna opcja (zabrzmię jak leń), bo na górze jest mój naturalny kolor i włosy mogą trochę odrosnąć, a i tak nie będzie widać odrostu. Jest to też po prostu mniejsza męczarnia dla fryzury, bo farbować można rzadziej.

Kolejna fajna sprawa to Olaplex. Wiele z Was pewnie już słyszało o tym produkcie, który ma regenerować najbardziej zniszczone włosy (nie będę tłumaczyć, bo nie jestem specjalistą, ale w internecie jest dużo informacji- mi wystarczy do życia wiedza, że to bardzo dobra odżywka dla włosów) i naprawdę to robi. Nie jestem w stanie zbyt dobrze tego przekazać na zdjęciu, ale są naprawdę niezniszczone. Polecam zabiegi z Olaplexem, jest wiele salonów, które je oferuje. Można też kupić produkt i próbować w domu.

Więc ogólnie jestem zadowolona! Będę chodzić do tego samego fryzjera na poprawki i na razie zostaję przy tym słonecznym refleksie.

Co sądzicie?
Miłego dnia!

7 kwietnia 2016

SCHWARZKOPF GOT2B LAKIER VOLUMANIA



Schwarzkopf got2b Volumania Hairspray

Ten lakier do włosów nie miał być na tym blogu. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że kiedykolwiek go użyję. Dostałam go i włożyłam do szuflady. Nie jestem utalentowaną fryzjerką, więc rzadko kiedy bawię się lakierami, piankami, pudrami do włosów i tak dalej. Ograniczam się do szamponu, odżywki i olejku zabezpieczającego przed ciepłem. Ale akurat wybierałam się na imprezę- więc uznałam, że użyję sobie tego lakieru, aby fryzura była trwalsza. I okazało się, że impreza była koszmarna, ale odkryłam super produkt w mojej szufladzie. 

Jego główną zaletą w założeniu ma być to, że dodaje objętości. A jego główna zaleta naprawdę? To samo. Naprawdę dodaje tej objętości. I to znacznie! Kilka dni temu akurat byłam u fryzjera i nie mam już tego problemu przez dobre cięcie, ale moje włosy były strasznie oklapnięte (szczególnie tuż przy głowie) i ten produkt fajnie je podnosi. 

Jeśli szukacie czegoś, co dodaje objętości i nie macie też lakieru- warto spróbować. Aha- czy wspomniałam o tym, że ładnie pachnie?

Miałyście do czynienia z tym produktem? Jakie polecacie lakiery? 
Miłego dnia!


PROMOCJE

4 kwietnia 2016

ARIANA GRANDE FOR M.A.C.


Wszystkie osoby mające szminki z M.A.C. kochają szminki z M.A.C.. A czy nie są one jeszcze lepsze kiedy projektuje je Twoja ulubiona gwiazda, a każda złotówka, którą wydasz na produkt przeznaczona jest na pomoc kobietom, mężczyznom i dzieciom dotkniętymi HIV/AIDS?


(zdjęcie- materiały prasowe M.A.C. Cosmetics)

Ariana Grande to gwiazda, która ostatnio zaprojektowała produkty dla marki w tym szczytnym celu. Jak zwykle są to dwie rzeczy- szminka i błyszczyk.


Szminka M.A.C. Viva Glam Ariana Grande jest w kolorze bardzo ciemnym, fioletowym przechodzącym aż w czerń. Błyszczyk odwrotnie- jest bardzo jasny. Ja nabyłam szminkę. W sklepach z dostępnością jest bardzo ciężko, ale online (na maccosmetics.pl) jeszcze są, stacjonarnie są testery, więc można sobie sprawdzić. 



Kształt opakowania jest klasyczny, pigmentacja i jakość produktu- taka, jak reszta szminek M.A.C. od których odróżnia ją głównie różowa wstawka z autografem Ariany Grande. Uwielbiam ten kolor! Nie do końca od poniedziałku do czwartku, ale wygląda super w wolnych chwilach- jeśli ktoś jest fanką takich kolorów rzecz jasna. 


Lubicie szminki M.A.C.? :) 


31 marca 2016

MARCH 2016 FAVOURITES



Kolejny miesiąc mija i jak zwykle zastanawiam się nad jednym- jak to się dzieje, że czas tak szybko leci? Czy to dobrze czy to źle, że czas tak szybko leci? 

Przejdźmy może do kosmetyków zanim zagłębimy się w niebezpieczne zakamarki mojego umysłu.

Too Faced Chocolate Bar 
Opisałam ją i sfotografowałam dokładnie w TYM poście. Świetna paleta po którą sięgałam w tym miesiącu bardzo często!

Kredka do ust Golden Rose Classics Waterproof Lipliner w kolorze 329
Użyłam jej do makijażu w TYM poście, więc jeśli ktoś chce się przyjrzeć to oto ona na mnie! Kolor jest piękny, kredka kosztuje kilka złotych i naprawdę warto.

The Body Shop Blue Corn 3-in-1 Deep Cleansing Scrub Mask
Po wielkim sukcesie alg z The Body Shopu w mojej łazience (właśnie odkryłam, że kupiłam je w kwietniu 2015, a skończyły mi się w lutym 2016 przy naprawdę regularnym używaniu, przynajmniej raz na dwa tygodnie…) uznałam, że to czas na wycieczkę do TBS po nową rzecz do ulepszenia mojej pielęgnacji. Wzięłam coś innego. Ta ma konsystencję peelingu wymieszanego z ciężką maseczką. Nakłada się ją na 10-15 minut i zmywa. I muszę powiedzieć, że oczyszcza genialnie.

Najpierw czułam lekkie szczypanie (wiecie, jak przy takich naprawdę dobrych, oczyszczających produktach), po kilku minutach to przeszło, zmyłam, skóra gładka, oczyszczona i jak nowa. To jest produkt, którego szukałam do mojej pielęgnacji. Jest też bardzo wydajna, hipoalergiczna i nietestowana na zwierzętach (jak wszystkie produkty marki). Naprawdę polecam wypróbowanie. 

(Jakby ktoś chciał zobaczyć te algi wspomniane wcześniej to zapraszam TUTAJ)

The Body Shop Blueberry Shower Gel
Jak już byłam w TBS to wzięłam sobie też przyjemnie pachnący żel i muszę szczerze powiedzieć, że to najprzyjemniej pachnący żel jaki miałam od naprawdę dawna. Jest z limitowanej edycji, więc chyba się przejadę po jeszcze jeden. Ale, jak pewnie wiecie, większość peelingów, żeli i kremów z The Body Shop pachnie genialnie- znajdziecie pewnie swój ulubiony owoc!

Peeling myjący Joanna z czarną porzeczką
Miałam pewnie już wszystkie z tych małych peelingów z Joanny, ale jakoś tak o nich niezbyt dużo mówiłam- więc właśnie mówię. Kolejna rzecz, która kosztuje grosze, a robi swoją robotę naprawdę świetnie. Lubię konsystencję i duży wybór zapachowy. Peelingujcie się!


Znacie coś z mojej listy?
Miłego dnia :)

PROMOCJE

28 marca 2016

TOO FACED CHOCOLATE BAR- OBSESJA?




Too Faced Chocolate Bar

To jedna z tych notek, w której głównie zdjęcia mają mówić. Szybko przedstawiam paletę Chocolate Bar!
Muszę przyznać, że po kilku tygodniach używania jestem całkowicie zakochana. Po pierwsze wizulanie- jest po prostu ładna i urocza. Warto dodać, że pachnie słodyczami. To nie jest co prawda najważniejsze, bo szczerze wątpię w to, żeby ktoś wąchał nasze powieki, ale to fajny dodatek- przyjemny przy wykonywaniu makijażu.

Po drugie- kolory palety. Popatrzmy.




Mogłabym spokojnie żyć tylko z tą paletą. Jest tu dużo neutralnych odcieni do codziennego makijażu, ale są też ciemniejsze i mocniejsze na eksperymentowanie. I rzecz, którą uważam za jeden z poważniejszych atutów- cieni do rozświetlania jest więcej niż innych. WOW! Ktoś o tym pomyślał, bo tych używa się więcej i kończą się szybciej niż inne! 

Cienie są oczywiście bardzo trwałe, świetnie napigmentowane i wydajne, a firma nie testuje na zwierzętach. Czego tu nie kochać?

Co sądzicie? 
Miłego dnia!


PROMOCJE

25 marca 2016

NIVEA REPAIR & TARGETED CARE SZAMPON + ODŻYWKA- RECENZJA


Jestem raczej z rodzaju osób, które są wierne swoim szamponom i odżywkom- nie mniej jednak ta nowa linia Nivea przykuła moją uwagę. 

Producent pisze z tyłu buteleczek szamponu i odżywki:
Szampon/odżywka NIVEA Repair & Targeted Care z Systemem Inteligentnej Odbudowy- dla ochrony i odbudowy zniszczonych fragmentów włosów, tam gdzie potrzeba:
-Pielęgnuje wykrywając zniszczone fragmenty włosów i odbudowuje je dokładnie tam gdzie potrzeba
-Wzmacnia włosy poprzez odbudowę ich wnętrza
-Chroni włosy przed uszkodzeniami i zapobiega ich łamaniu (szampon)/ Chroni włosy przed łamaniem i rozdawajaniem się końcówek (odżywka)

Jeśli chodzi o skład, który, jak wielokrotnie zaznaczałam w moich notkach, jest dla mnie istotny w pielęgnacji włosów- całkiem nieźle. Zawiera, jak każdy drogeryjny szampon, parabeny, ale też ma olej makadamia, legendarny Eucerit obecny także w tym bardzo słynnym Nivea Creme (jest to naturalny składnik) i keratynę, która jest białkiem budującym włos. I nie są na ostatnim miejscu składu, ale mają wysokie pozycje. To sprawiło, że miałam ochotę je przetestować. Jak na szampon i odżywkę ze swojej półki cenowej zapowiadają się świetnie. 



Nivea Szampon Pielęgnujący Repair & Targeted Care
Nivea Odżywka Pielęgnująca Repair & Targeted Care

Mam włosy, które były ostatnimi czasy bardzo niszczone farbami, ale teraz odbudowują się. Oto wnioski.

Zapach produktów jest dość mocny, ale przyjemny. Kojarzy się z poprzednimi szamponami marki. Tak samo jak wygląd buteleczek- firma ma swój wzorzec, któremu jest wierna. To dobrze, bo to czyni te produkty do włosów charakterystycznymi. Kolor produktów jest perłowo biały.

Jeśli chodzi o działanie- na początek zaznaczę, że produkty nie spowodowały łupieżu i innych katastrof. Myślę, że to ważna sprawa. 
Szampon i odżywka na pewno wygładziły moje włosy i zminimalizowały puszenie. To dla mnie bardzo ważna kwestia. Poza tym ich kondycja faktycznie się poprawia z tygodnia na tydzień. To wynika z wielu czynników- z mojej chwilowej przerwy od farbowania, z mojego unikania suszarki i prostownicy, ale też z produktów, których używam. Moje włosy zaczynają znowu się błyszczeć i przestają przypominać jedno wielkie siano. 

Jak na szampon i odżywkę za kilkanaście złotych- jestem pod wrażeniem! Polecam Wam te produkty, są naprawdę warte wypróbowania. 

Miałyście styczność z szamponami Nivea? Miłego dnia!





22 marca 2016

RECENZJA WSZYSTKICH PRODUKTÓW BENEFIT?



Kalendarz adwentowy 2015 Benefit Party Poppers

Zerknijmy sobie na kalendarz. Jest 23 marca 2016. Czy to nie idealny dzień aby opisać kalendarz adwentowy, którego otwieranie skończyło się kwartał temu? A tak naprawdę to chciałam przetestować produkty dokładnie, większość próbek skończyłam, każdą zaczęłam. Wolałam sobie na spokojnie wszystko otwierać i porównywać. Teraz mam rozeznanie- zarówno pierwsze wrażenia, jak i uczucia do produktów po kilku miesiącach. Co kupię ponownie?

Firma Benefit nie rozczarowała. Kalendarz zawierał 12 miniaturek (otwierałam co 2 dni w adwent), których opakowania były po prostu mikro-oryginałami- bardzo solidne, idealne w podróż albo do torebki. Było trochę do policzków, do ust, a nawet i kremik… zobaczycie.

PS Kalendarz przy otwieraniu gra, co polubił mój kot, bo kiedy grało to znaczyło, że Olga zeszła na dół po nocy i zaraz wsypie pokarm do miski. Ja w sumie też polubiłam pozytywkowy bonus.



DZIEŃ 1
Benefit Ooh La Lift Under-Eye Brightening Boost
Czy kupię ponownie: TAK!

Jak sama nazwa wskazuje- rozświetlacz pod oczy. Forma, konsystencja i pędzelek- świetne. Produkt jest mistrzowski. Nie użyłam korektora pod oczy ani razu od kiedy używam tego. Dwie kropelki i wyglądamy na kilka godzin snu więcej. 



DZIEŃ 2
Benefit Total Moisture Facial Cream
Czy kupię ponownie: BYĆ MOŻE

To był fajny krem. Dla mojej skóry, która swędzi po wszystkim i oczu, które kochają łzawić- jak znalazł. Nie ma zapachu, co jest dla mnie plusem i nie sprawił, że pojawiły mi się niechciane niedoskonałości. Nie napisałam, że kupię go ponownie na 100%, bo po prostu ciągle zmieniam kremy i testuję nowe, ale w jakimś sensie jestem ciekawa tej pielęgnacyjnej strony Benefitu, z którą moja styczność ogranicza się do tego kremu. Zobaczymy!



DZIEŃ 3
Benefit High Beam
Czy kupię ponownie: BYĆ MOŻE

Konturowanie wolę na sucho. Puder brązujący lubię sypki, róż lubię sypki. Nie inaczej jest z rozświetlaczem. Sypki z reguły wygrywa. Co do produktu- naprawdę super. Efekt osiągalny kilkoma kropkami, więc jest wydajny. Wpada w chłodne tony, a nie w ciepłe (jak inny, podobny produkt, o czym w dniu 8)- dla mnie i mojej cery to jest plus. Nie wiem jednak, czy już chcę iść go kupić- po prostu dlatego, że łatwiej mi się operuje sypkimi.


DZIEŃ 4
Benefit Ultra Plush in Sugarbomb
Czy kupię ponownie: NIE

Krótko- nienawidzę błyszczyków. Nienawidzę ich do tego stopnia, że nie przetestowałam tego produktu. Oddałam go mojej siostrze, która go kocha. Ja nie umiem go kochać.



DZIEŃ 5
Benefit They're Real! 
Czy kupię ponownie: TAK (zrobiłam to już z 3 razy)

Miniaturkę oddałam koleżance, bo miałam oryginał. To jest cudowna maskara, jedna z moich ulubionych w całym świecie tuszów. Ja lubię rzęsy dobrze pogrubione i dość dobrze wydłużone. Robi to perfekcyjnie. Kompletny klasyk, za którego ręczę całą sobą. 

Wspomniałam o nim w notkach: 



DZIEŃ 6
Benefit Lollitint
Czy kupię ponownie: TAK

To jedno z moich najmilszych zaskoczeń, bo nie lubię takich wielofunkcyjnych gadżetów kosmetycznych, a ten pokochałam i trzymam aktualnie w mojej torebce. Ma służyć jako róż w płynie i do ust. To drugie zastosowanie jest moim ulubionym. Pięknie wydobywa naturalny kolor, a więc idealnie działa w codziennym makijażu. Sprawia, że usta wyglądają na niepomalowane, ale wyglądają… lepiej. Jakby miały idealny różowy kolor i były nawilżone 24/7, bez żadnej skazy. Oszustwa!



DZIEŃ 7
Benefit The Porefessional
Czy kupię ponownie: TAK

Klasyka. Baza sprawiająca, że rozszerzone pory nie są rozszerzone. Magia w tubce, którą zawsze mam i używam regularnie. Plus świetnie przedłuża makijaż!



DZIEŃ 8
Benefit Watt's Up!
Czy kupię ponownie: BYĆ MOŻE

Forma tego rozświetlacza jest super, bo jest w sztyfcie, a nie w płynie. Jest trwały i daje bardzo widoczny efekt. Ale minus dla mnie jest- odcień wpadający w tonację ciepłą. To nie działa dla mojej cery. Być może kupię go, jeśli bardzo się kiedyś opalę. Polecam ciemniejszym karnacjom albo jeśli ktoś jest fanem ciepłych rozświetlaczy!



DZIEŃ 9
Benefit Badgal Lash
Czy kupię ponownie: NIE

Świetnie wydłuża i nigdy mi się nie osypał. Dlaczego nie zakupię ponownie? Bo nie pogrubia dramatycznie, a dla mnie to jest obowiązkowe w mojej perfekcyjnej maskarze. Jeśli komuś na tym jednak aż tak nie zależy- kupujcie!



DZIEŃ 10
Benefit Ultra Plush in Hoola
Czy kupię ponownie: NIE

Ta sama historia, co w dniu 4. To po prostu błyszczyk, a ja ich nie używam i nie będę się okłamywać.  Siostra jest ich aktualną właścicielką!


DZIEŃ 11
Benefit They're Real! Remover
Czy kupię ponownie: BYĆ MOŻE

Świetne mleczko do demakijażu! W ogóle nie podrażniło moich bardzo wrażliwych oczu. Wolę jednak płyny do demakijażu, ale jeśli kiedyś mi się odwidzą- lecę po to. Super produkt dla fanek mleczek!




DZIEŃ 12
Benefit Rockateur
Czy kupię ponownie: TAK 

Miałam ten róż już wcześniej i kocham go. Jeden z moich ulubionych. W notkach, które podlinkuję niżej, pisałam więcej. Zimny, brudny róż i w dodatku ładnie pachnący. A ta miniaturka jest urocza.

Notki, w których wspomniałam o Rockateur:



To by było wszystko z kalendarza? Znacie produkty? Lubicie? Ja, szczerze mówiąc, tak i mam nadzieję, że kalendarz adwentowy marki będzie równie wspaniały w 2016!



Miłego dnia!


PROMOCJE


 photo envye.jpg
envye blogger theme