facebook twitter instagram bloglovin
 photo toppost.png

29 marca 2015

KENYA STORIES



Postanowiłam wprowadzić na bloga nową kategorię, którą będą właśnie podróże. Bo wyjeżdżać uwielbiam. Wszystko jedno, czy do któregoś z polskich miast czy do kraju na innym kontynencie.

Jestem fanką stwierdzenia podróże kształcą. Będąc w biedniejszych zdajemy sobie sprawę z tego, że w Polsce mieszka się naprawdę dobrze. Będąc w krajach z inną kulturą czy ludźmi o innym kolorze skóry uczymy się tolerancji i tego, że nie wszyscy muszą żyć takimi problemami jak my.

UWAGA  dużo zdjęć i dużo tekstu, polecam wziąć sobie kubek gorącej herbaty i przeczytać


W Kenii byłam tylko tydzień, w połowie lutego 2015. Moim głównym celem był wypoczynek, aczkolwiek spędziłam też dzień w rezerwacie przyrody, gdzie przewodniczka opowiadała też trochę o życiu Kenijczyków.

Kilka informacji podstawowych:
waluta szyling kenijski 
różnica czasu- 2h do przodu w porównaniu do PL
języki urzędowe: suahili i angielski
ludność: około 44 mln
ustrój: republika
pory roku: sucha i deszczowa 
religia: większość to chrześcijanie, potem islam i religie plemienne
49 kraj na świecie pod względem powierzchni


H O T E L











Hotel nazywał się Baobab Beach Resort & Spa i jeśli ktoś kiedyś miałby ochotę wybrać się do Kenii po to, aby sobie odpocząć i ewentualnie pojechać na safari na kilka dni to zdecydowanie polecam. W biurach podróży mówili nam, że to jest najlepszy hotel w kraju. Co prawda nie zwiedziłam wszystkich kenijskich resortów, ale do tego naprawdę nie można się było przyczepić.

To, że w hotelu było przepięknie to widać, więc nie muszę się rozpisywać. Zdziwiło mnie to, że kiedy barmanowi powiedziało się, że jest się z Polski (bo wszyscy się pytali How are you? Where are you from?, co było dość przyjazne- a poza tym oni też chętnie opowiadali ciekawostki o Kenii) to potakiwali i mówili "dzieńdobry!" (jako jedno słowo, brzmiało dość zabawnie). Polaków tam przyjeżdża dosyć sporo. Może dlatego, że większość naszych biur ma ten hotel w ofercie i poleca go klientom. 

Poza tym, na plus zaskoczyła mnie higiena. Nie wiem, czy wszyscy wiecie o tym, że w afrykańskich krajach nie powinno się pić czy myć zębów wodą z kranu, bo może być skażona. My pomyśleliśmy o tym już w Polsce, więc zabraliśmy do walizek kilka dwulitrowych butelek wody. A tymczasem okazało się, że w pokoju czekało na nas kilka butelek i codziennie osoba sprzątająca dokładała więcej, więc niepotrzebnie dołożyliśmy sobie kilogramów do bagażu. Fajnie. Poza tym, 0 robaków, komarów i innych podobnych. A my oczywiście mieliśmy kilka sprejów na insekty. Typowo. 

Co do higieny dodam jeszcze, że na lotnisku, przed wejściem do kraju, musieliśmy wypełniać ankiety zdrowotne (pytania typu na co chorujesz, czy w ciągu ostatnich dwóch tygodni miałeś gorączkę i podobne) i mierzyli nam temperaturę. Dużo było w ostatnim czasie w mediach straszenia ebolą i dlatego turystyka w krajach afrykańskich trochę teraz podupada. Jak mówiłam znajomym o tym, że lecę do Kenii to też pytali, czy się nie boję o zdrowie. Kenia uchodzi za jeden z lepiej rozwijających się krajów afrykańskich i tam akurat nie ma eboli, bo dbają o to, żeby ją wykrywać. Przejeżdżając przez Mombasę dało się zauważyć trochę szpitali i dość sporo szkół, ale o tym jeszcze wspomnę.

Jeszcze dodam, że woda w basenach była bardzo czysta. Najczystsze baseny, w jakich pływałam. Średnio co godzinę jakiś pan w fartuchu i z probówką pobierał próbkę H2O i zanosił do laboratorium. Trochę obsesja, ale nawet mnie ta woda nie drażniła w oczy, a ciągle w kosmetycznych notkach wspominam o tym, że większość płynów do demakijażu robi mi krzywdę.


Małpy, czyli jedna z różnic pomiędzy resortem afrykańskim a europejskim. Chodziły tam wszędzie, tutaj mam akurat obok leżaka nad basenem. Co prawda na terenie hotelu chodzili strażnicy, którzy je odganiali, ale nie byli skuteczni w stu procentach. Małpy na szczęście nie były szkodliwe i bały się bardziej mnie niż ja ich, aczkolwiek jeśli poczuły jedzenie to starały się je zdobyć. Raz niosłam marakuje do pokoju i dwie to wyczuły. Przybiegły do mnie, a ja, jak to ja, krzyknęłam i rzuciłam owoce. Więc przyszedł strażnik, pozbierał marakuje, odpędził małpy i zaprowadził mnie do pokoju. Mojej siostrze natomiast zabrały kawałek pizzy z talerza, kiedy jadła przy barze, a nie w restauracji. Głodny nie jesteś sobą. 

B E A C H











Plaża była przepiękna. Na zdjęciu wyżej są schody, które dzieliły ją i hotel- było bardzo blisko. Pewnie zastanawiające jest, dlaczego tam nie ma tłumów. Mnie też to zastanawiało. Przez jakieś dwie minuty bycia na tej plaży, bo mniej więcej po takim czasie podbiegli do nas miejscowi, którzy chcieli nam sprzedać wszystko, od breloków do wycieczek łodzią podwodną (nie byliśmy przekonani o bezpieczeństwie podróży ich wspaniałą machiną). A jak chciało się ich przegonić to i tak nie odchodzili. Więc na plaży zrobiliśmy zdjęcia, weszliśmy do wody po kolana i poszliśmy do hotelu. 

S H I M B A   H I L L S












Narodowy rezerwat Shimba Hills był moim największym starciem z naturą podczas mojego dość krótkiego pobytu. Nasza wycieczka składała się z dwóch części. Pierwszą był dwugodzinny spacer przez lasy aby dotrzeć do wodospadu, gdzie można było się wykąpać. Oczywiście ja, jak na inteligentną osobę przystało, włożyłam odkryte buty i krótkie spodnie, więc miałam porysowane przez krzewy nogi i zniszczone obuwie. Trampki i delikatne, materiałowe spodnie byłyby chyba nieco lepsze.


Drugą części wycieczki była kilkugodzinna przejażdżka tą przepiękną limuzyną, gdzie wypatrywaliśmy zwierząt. Rezerwat był ogromny, zwierzęta miały tam świetne warunki do życia. Widzieliśmy dużo antylop, żyrafę, warany i guźce. Nie widzieliśmy słoni, które tam też żyją, to było dla mnie dość spore rozczarowanie.

A teraz historia, która zmieniła trochę mój sposób patrzenia na to, co mam. 
Przy wyjeździe z rezerwatu zatrzymaliśmy nasz wóz, aby skorzystać z toalety. Zauważyłam tam, obok bramy wjazdowej, dwójkę bardzo małych miejscowych dzieci. Biegały i śmiały się. Pomyśleliśmy w Polsce, że być może spotkamy takie małe osóbki, więc kupiliśmy dużo wafelków i przyborów typu naklejki, długopisy, zeszyty czy flamastry, żeby im sprezentować. Ja i moja siostra podeszłyśmy do nich i dałyśmy im reklamówki z rzeczami. Poprosiłyśmy kierowcę naszego pojazdu (on był Kenijczykiem), żeby im powiedział w suahili, żeby to wzięły, bo to dla nich (dorośli tam mówią po angielsku, szczególnie Ci, którzy mają do czynienia z turystami- dzieci niekoniecznie). A te dzieci rozpłakały się ze szczęścia, zabrały prezenty i pobiegły do swojej chałupki, bo domem tego nie nazwę. Ja zawsze traktowałam słodycze czy długopisy jako rzeczy, które po prostu mam i mi się należą. Dla niektórych to jest luksus. Myślę, że od tamtego momentu inaczej zaczęłam patrzeć na rzeczy fizyczne, które posiadam. I zauważyłam, że mam wszystko.

R O A D     T R I P P I N'




Takie widoczki mają na wybrzeżu przy drodze. Całkiem ładnie, prawda? Powiem teraz trochę o życiu Kenijczyków. 

Na przykład o diecie. W Hollywood węglowodany to słowo zakazane i trucizna, a w Kenii są bardzo ważne. Dlaczego? Bo upieczenie pochodnych naan bread (skład: mąka, drożdże i czasem sól) to dość tani biznes, a szybko się człowiek tym najada. W hotelu mieliśmy wspaniałe jedzenie, ale na co dzień tak to u nich nie wygląda. Lubią przyprawy ziołowe, a mięso jest rarytasem. 

Dopiero od 2003 szkolnictwo jest tam obowiązkowe. I to tylko szkoła podstawowa. Liceum to przywilej bogatszych, aczkolwiek szkół jest tam dość dużo. Każda szkoła ma swój kolor mundurków. Dziewczynki mają spódniczki, a chłopcy spodenki. W chwili obecnej analfabetyzm w Kenii wynosi około 12%, ale maleje. Są też szkoły religijne, widziałam z dwie muzułmańskie i jedną metodystów.

Dość dziwna ciekawostka, ale popularne jest tam płacenie... smartfonem. Mają specjalną aplikację, która łączy się z bankiem i przykłada się telefon do czytnika. Ale żeby sprostować- jeden smartfon nie przypada na osobę. Ani na rodzinę. Z reguły jest jedna sztuka na wioskę, więc dają radę go utrzymać. Teraz spójrz na swój telefon. I go doceń- chociaż niekoniecznie jest to najnowszy iPhone. 



Niektóre rzeczy mogły być dla niektórych oczywiste- nie mniej jednak mam nadzieję, że notka się spodobała. Zapraszam do komentowania, chętnie odpowiem na pytania!


4 komentarze:

  1. Wow! nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo Ci zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny wpis, zawarłaś w nim dużo ciekawych informacji, no i genialne zdjęcia! Odkąd zmieniłaś formę bloga i piszesz dłuższe notki jest zdecydowanie lepiej :) Powodzenia i dużo weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. niesamowite! bardzo Ci zazdroszczę, mam nadzieje, ze takze kiedyś zdecyduję się na taką podróż

    OdpowiedzUsuń

 photo envye.jpg
envye blogger theme