facebook twitter instagram bloglovin
 photo toppost.png

25 sierpnia 2014

Włosy sierpień/wrzesień 2014 | Trendy


We włosach również obowiązują trendy, tak samo jak w ubraniach. Zrobiłam takiego posta o kosmetykach, więc fryzurom też poświęcę trochę uwagi. Zdjęcia pochodzą z magazynu ‘Teen Vogue’.

W ‘Teen Vogue’ pojawiła się też piękna sesja zatytułowana „Show Pony” (wykonał ją fotograf Jason Kibbler, a fryzury są wykonane przez Esther Langham- uznałam, że o nich wypada wspomnieć ). Cała sesja, której najważniejszym elementem są fryzury. Zobaczcie, może czymś się zainspirujecie. Fryzury są przeznaczone raczej do długich, prostych włosów (ja mam raczej za krótkie i w dodatku kręcone, więc mi jest ciężej, ale fryzury są świetne, więc jeśli się wam się podobają i macie dobre włosy to próbujcie!).




Najmodniejszym kolorem włosów jest  rudy przechodzący w czerwony. Ja się nie skuszę, zostanę przy podziwianiu go w gazetach. :)



Dajcie mi znać, czy podobają wam się takie notki o rzeczach z zagranicznych magazynów, gdyż w przyszłym miesiącu mogę zrobić je dłuższe i poszukać magazynów z innych krajów.

 



Makijaż sierpień/wrzesień 2014 | Trendy



W makijażu, podobnie jak w ubraniach, obowiązują trendy. Ja osobiście nigdy za nimi ślepo nie idę, bo najważniejsze jest to, żeby dobrze się czuć, ale nie ma nic złego w zainspirowaniu się czymś.
Podpatrywać trendy lubię w amerykańskim magazynie Teen Vogue. Skupia się on oczywiście na modzie, ale zwraca też uwagę na wizaż.


Jedna z najważniejszych rzeczy w tych miesiącach- silnie podkreślone brwi nigdy nie były tak modne, więc jeśli masz ochotę na pobawienie się nimi, to zrób to teraz. Warto jest też spojrzeć na reklamę Diora obok. 

Dobry pomysł na makijaż i dodanie koloru do kreski.



W kampanii Marca Jacobsa modelka również ma nieskazitelną, matową skórę, delikatne usta i kreski na oczach.


Na tej stronie Teen Vogue pokazuje nam kilka kosmetyków, które chciałabym mieć, ale nie mogę, gdyż większość jest w Polsce niedostępna. Jednak patrząc na tą stronę można wywnioskować, że naturalny makijaż z podkreślonymi brwiami jest jak najbardziej modny. Kolory na dole strony to proponowane do używania w makijażu. Polecają nam również rozświetlanie policzków.


Tutaj mamy krótki wywiad o brwiach z Lily Collins, w którym aktorka powiedziała, że kiedy była młodsza i wydepilowała sobie brwi, mama zabroniła jej to robić. I sama nie robi z nimi nic do dzisiaj. Brwi to jej znak charakterystyczny, a w tym sezonie takie grube i ciemne będą modne.

Na dole strony mamy kilka porad Anastasii Soare, która mówi, żeby iść do profesjonalisty, aby wyregulował nam kształt brwi oraz aby pamiętać, że brwi muszą być ciągłe; jeśli są w nich przerwy, w których jest mniej włosów, trzeba je wypełnić jakimś kosmetykiem. I w stu procentach się z nią zgadzam.

Ja osobiście od początku tego miesiąca mam na brwiach hennę, co jest szybkim sposobem, żeby wyglądały wyraźniej. Polecam ten sposób, nie jest to drogie, ale jednak trzeba uzupełniać makijażem, bo henna też znika- w pewnych punktach brwi szybciej niż w innych.



Na następnej stronie Teen Vogue poleca rzeczy, które nadają się do spakowania do kosmetyczki do szkoły. Z tych kosmetyków również większość jest niedostępna w naszym kraju, ale z tego, co tu widać wnioskuję, że modny będzie pomarańczowy na policzkach, metaliczne cienie do powiek oraz kreski (tak jak u Diora i Marca Jacobsa).






Jeśli chodzi o paznokcie, Essie pokazuje różne odcienie pomarańczowego oraz czerwonego, czyli kolory, które kojarzą się z jesienią.
Jeśli chodzi o wzory, Philip Lim lansuje kratę- na spódnicach swojego projektu oraz na paznokciach.


Dajcie mi znać, czy podobają wam się takie notki o rzeczach z zagranicznych magazynów, gdyż w przyszłym miesiącu mogę zrobić je dłuższe i poszukać magazynów z innych krajów. 





Wracamy do szkoły | Kosmetyki


Ten post jest raczej dłuższy :)
Wszystkie bardzo dobrze wiemy o tym, że już za niedługo wrzesień co oznacza, że musimy wrócić do szkoły. Myślę, że są rzeczy, których nie powinno się w szkole robić, jeśli chodzi o makijaż oraz chciałabym wam polecić kilka bardzo dobrych kosmetyków, których ja będę używać malując się do szkoły i serdecznie je polecam!
Jeśli nie idziesz do szkoły od września, bo jesteś starsza (nie spodziewam się tu osób po liceum, ale życie jest zaskakujące) to również możesz zerknąć, gdyż może będziesz chciała przetestować jakiś kosmetyk.

Zacznijmy od podstaw, czyli podkładu i pudru.



Napisałam już posta o moich ulubionych podkładach (tutaj), a do szkoły będę używać jednego z nich- Revlon Colorstay. Trzyma się dość długo i pozwala uzyskać efekt matowej skóry, co będę chciała osiągnąć. 
Puder, którego będę używać to M.A.C. Blot Powder Pressed, jedno z moich najnowszych odkryć. Jest bardzo lekki, co przydaje się podczas poprawiania makijażu w ciągu dnia, bo nie czuje się,  że nakłada się kolejną, grubą warstwę kosmetyku. Poza tym, opakowanie jest bardzo praktyczne- trwałe, więc nie zniszczy się w torbie do szkoły oraz ma lusterko, które mi się z pewnością przyda. Jest też wydajny i nie potrzeba wiele, żeby uzyskać dobry efekt, więc inwestycja w to cudo jest sensowna. 
Jeśli ktoś z was szuka troszkę tańszego, ale dobrego pudru to polecam Essence Mattifying Powder. Spełnia swoje zadanie zaskakująco dobrze jak na drogeryjny puder- niesamowicie dobrze matuje. Ale uprzedzam,  że opakowanie nie jest trwałe (zdarzyło mi się zniszczyć jedno na wakacjach), więc trzeba być ostrożnym. :)



Teraz czas krem BB oraz korektor.
Maybelline Krem BB Dream Pure BB 8-in-1 dla skóry tłustej w kolorze Light
Korektor w sztyfcie Miss Sporty So Clear w kolorze 01
Dream Pure BB jest moim ulubionym kremem BB. Zwiedziłam z nim Amsterdam, Berlin i Brukselę i nie miałam problemu z jego trwałością przez całe dnie w upale, więc w szkole również powinien sobie poradzić. Jest dosyć lekki, ale dobrze kryje. Robi wszystko, co robić powinien- maskuje niedoskonałości, wyrównuje koloryt cery, nawilża i zawiera filtr SPF 15. Jeśli ktoś nie przepada za podkładami, to polecam.

Korektor w sztyfcie Miss Sporty to mój ulubiony korektor wszech czasów. Używam go praktycznie codziennie pod oczy oraz na niedoskonałości. Zawsze mam go przy sobie, bo potrafi mnie uratować i jest idealny, żeby zabrać go do szkoły. Jego cena jest naprawdę niska, więc polecam wypróbowanie. 



Teraz pokażę puder brązujący i róż.
Miss Sporty Tan Up Your World w kolorze 020 Hawaiian Hula
M.A.C. Pro Longwear Blush w kolorze Whole Lotta Love
Tan Up Your World to mój ulubiony puder brązujący w tym momencie. Nie zawiera żadnych drobinek więc pozwala uzyskać bardzo naturalny efekt, jeśli zastosuje się go z umiarem. Ja nie konturuję twarzy mocno, a ten jest dobry do efektu, który ja chcę- skóra muśnięta słońcem, ale delikatnie. 
Róż M.A.C. to jeden z najlepszych. W przypadku mojego odcienia wystarczy przejechać raz, aby efekt był widoczny. Daje naprawdę ładny, dziewczęcy efekt (oczywiście jeśli nie przesadzi się z jego ilością).

Przy tym odcieniu jednak łatwo jest przesadzić (w innych różach również łatwo jest przesadzić), więc jeśli macie taki problem i mało czasu rano, to po prostu weźcie wasz pędzel od pudru i przejedźcie kilka razy po policzku. To bardzo prosty sposób, ale zaoszczędziłam przez niego dużo czasu!




Następnie przejdę do oczu.
Chciałabym powiedzieć na początku, że ja do szkoły nie będę się malować we wszystkich kolorach tęczy. Zdecydowanie preferuję wszystkiego rodzaju beże, brązy, ewentualnie róże. W szkole niekoniecznie chodzi o to, żeby przykuwać uwagę za wszelką cenę. Myślę, że nauczyciele również niekoniecznie uwielbiają patrzeć na uczennice z bardzo kolorowymi twarzami (nie muszą tego mówić na głos, ale na pewno skrycie wolą skromniejsze osoby). Nie będę całkowicie rezygnować  z makijażu, ale oko będę najczęściej malować jednym cieniem i prawdopodobnie będzie to jeden z tych dwóch palet.

Urban Decay Naked
Inglot Freedom System Pro-3

Moje opakowanie Naked nie jest już w najlepszym stanie (podróżowało już do kilku krajów i ma już kilka miesięcy), ale cienie- jak najbardziej. Jest to jedna z najpopularniejszych palet na świecie. Ma kolory, które idealnie nadają się na wiele okazji- w tym do szkoły (oprócz dwóch ostatnbich, te dwa są ciemniejsze). Cienie są trwałe oraz gratis do palety jest dołączona też baza do cieni, którą uwielbiam i używam do wszystkich cieni, jakie mam. Mogą się trochę osypywać, dlatego ja zawsze maluję najpierw oczy, potem podkład, puder i tak dalej- jeśli coś się osypie na twarz bez makijażu, łatwo to zmyję, a jeśli coś się osypie na pomalowaną twarz, to spędzę w łazience więcej czasu. Efekt jest bardzo dobry. 

Druga z palet to, zawierająca 3 cienie, Freedom System z Inglota. Wszystkie z tych cieni nadają się do szkoły oraz można je też bezpiecznie łączyć, na przykład ten biały na wewnętrzne kąciki oka, brązowy błyszczący na resztę- tak pewnie będę robić. Opakowanie też jest fajne do noszenia do szkoły (nie okłamujmy się, noszenie Naked byłoby nienormalne, ale to jest poręczna paletka z lusterkiem). 




Moim zdaniem makijaż oczu nie jest kompletny bez kredki bądź eyelinera. Do szkoły będę używać głównie brązowych.
M.A.C.  kredka w kolorze Teddy
Chanel Long Lasting Eyeliner w kolorze 100
Rimmel Scandaleyes Long-wear Waterproof Eyeliner w kolorze 001 Black
Sephora Conotur Eye Pencil 12HR Wear w kolorze 09 Girls Night Out

Kredki M.A.C. są jednymi z moich ulubionych i mam niejedną. Tą kupiłam specjalnie z myślą o szkole- kolor brązowy ładnie podkreśla oczy, ale jednak nie jest to czarny, więc nie mam obaw. Kredki tej firmy są bardzo trwałe i świetnie wyglądają na oku.
Eyeliner w kredce Chanel również jest jednym z moich ulubionych.  Jest bardzo delikatny, więc dobrze podkreśla się nim dolną powiekę. Poza tym, jest bardzo trwały i nigdy nie zdarzyło mi się, żeby się rozmazał w trakcie dnia.
Eyeliner  w kredce Rimmel Scandaleyes to zdecydowanie mój ulubiony drogeryjny. Pokazuję akurat ten w kolorze czarnym, ale to dlatego, że właśnie skończył mi się brązowy (muszę go kupić!), jednak właśnie ten brązowy nadaje się do szkoły bardziej. Utrzymuje się dość długo i nie drażni moich oczu (co zdarzyło mi się przy wielu podobnych produktach drogeryjnych).
Ostatnia kredka to ta z Sephory. Ja mam złotą, ale będę jej używać wyłącznie do kącików oczu. Kredkę zdecydowanie polecam, również w innych kolorach. Jej cena jest bardzo niska w porównaniu do jakości. Co ciekawe, to jedna z najczęściej polecanych kredek w Stanach Zjednoczonych! 



Skoro jesteśmy przy oczach, to zostańmy przy nich jeszcze chwilkę. Tusze do rzęs.
Clinique  Lash Power Mascara w kolorze 04 Dark Chocolate
Wydłużający tusz do rzęs Inglot

Te dwa tusze są do siebie podobne. Obydwa są wydłużające, dają efekt bardziej zbliżony do naturalnych rzęs niż tusze pogrubiające. Obydwa powinny wytrzymać cały szkolny dzień bez większego problemu. Jedna warstwa Clinique Lash Power wygląda na tyle naturalnie, że efekt nie rzuca się w oczy i nawet w szkole, w której makijaż jest zabroniony (na przykład gimnazjum, do którego chodziłam) nikt nigdy nie zwrócił mi na to uwagi, a makijażu czepiać się lubili. Ja nigdy nie miałam problemów, malowałam się bardzo delikatnie, ale były osoby, które musiały zmywać makijaż wodą w łazience. Tuszu z Inglota nie było w brązowym kolorze, ale ten czarny również daje delikatny efekt, nadający się do szkoły. 




Brwi!
Brow Zings Benefit w kolorze Medium
Kredka Catrice Cosmetics Eye Brow Stylist w kolorze 020 Date With Ash-ton

Brow Zings to zestaw cienia i wosku do brwi.
Kredka pozwala uzyskać bardziej naturalny wygląd i do szkoły nadaje się bardziej. Nigdy nie zdarzyło mi się, aby się rozmazała.
Zestaw Brow Zings pokazuję tylko ze względu na cień (po prawej), bo wosk jest za ciemny do szkoły chyba, że ma się bardzo ciemne włosy, ale i tak nie polecam przesadnego podkreślania brwi do szkoły, tu łatwo jest wyglądać śmiesznie. 
Pędzelki dołączone do zestawu również są całkiem niezłe, ale pęsety zdecydowanie nie polecam. Mimo wszystko, Brow Zings bardzo mi się przydał i mam go już kilka miesięcy, a używam go często i jest to moje pierwsze opakowanie. 



Usta!

Maybelline Baby Lips
Chanel Rouge Coco w kolorze 60 Triomphe
Rimmel Lasting Finish by Kate w kolorze 101
Yves Rocher Couleurs Nature w kolorze 07
M.A.C. Lipglass w kolorze Pink Nouveau AC2

Baby Lips to moje ulubione pomadki. Cherry Me delikatnie koloruje usta, a Peach Kiss zostawia je naturalne. Nawilżają i mają przyjemne zapachy.
Szminka Chanel na ustach wygląda o wiele delikatniej niż na zdjęciu. Polecam ją, bo jest bardzo trwała i nie wysusza ust. Jednak jeśli ktoś nałoży więcej niż dwie warstwy, kolor jest bardziej widoczny, więc warto wtedy po prostu delikatniej pomalować oczy, żeby zachować równowagę. 
Szminki z kolekcji Kate Moss dla Rimmel też są bardzo dobre, a ten jasny kolor wygląda bardzo dziewczęco i delikatnie.
Couleurs Nature, podobnie jak Rouge Coco, na ustach wygląda delikatniej. Idealna, jeśli ktoś lubi, gdy usta mu się błyszczą. Jedna z niewielu szminek, które łatwo się aplikuje bez lusterka.
Błyszczyk M.A.C. to mój ulubiony w tej chwili- nadaje bardzo delikatny kolor i dosyć długo się trzyma. 

Do szkoły szczerze nie polecam ust czerwonych i bardzo ciemnych różowych, nie wspominając o jakiś fioletowych czy czarnych. Ja też jestem nastolatką i lubię się bawić kolorami, ale zdecydowanie łatwiej jest, jeśli nauczyciele Cię lubią. Mimo, że może nie skomentują bardzo mocnego makijażu, oni to widzą. Zrób sobie przysługę i zostań przy jasnych kolorach.


Lakiery do paznokci
Essie w kolorze 75 Smokin Hot
Sally Hansen Complete Salon Manicure w kolorze 570 Right Said Red
Sephora Nail Lacquer 5 day shine
Moim zdaniem, jedynym miejscem na bardziej śmiałe kolory w szkole, są paznokcie. Oczywiście nie polecam kolorów neonowych czy wściekłych róży i zieleni. Ale czerwony jest elegancki i klasyczny. Ja używam teraz tego z Sally Hansen. Poza tym, polecam lakiery z Sephory, gdy zaaplikuje się dwie warstwy, wytrzyma szkolny tydzień. W moich zbiorach mam złoty i fioletowy i myślę, że te dwa kolory w szkole przejdą (fioletowy jest dla tych pewniejszych siebie, złoty bardziej wtopi się w tłum). Dobry też jest lakier Essie- dokładnie w tym kolorze przechodziłam praktycznie całą jesień zeszłego roku i w tym roku również będę się go trzymać. 


Pakując szkolną kosmetyczkę przyda się zabrać : 
kilka gumek do włosów, próbkę jakiegoś zapachu (aby móc się popsikać, a próbki są praktyczniejsze niż całe flakony perfum- w Sephorze powinni zrobić wam dodać do zakupu próbkę dowolnego bądź wybranego przez nich zapachu ), chusteczki do demakijażu, chusteczki matujące,  najzwyklejsze chusteczki, puder, korektor, suchy szampon, ze dwa patyczki higieniczne oraz szczotkę bądź grzebień do włosów.


Teraz tak na koniec chciałabym dodać kilka słów na temat szkoły. 
Wiem, że ciężko jest wrócić do obowiązków po długiej przerwie i przyzwyczaić się do myśli, że trzeba będzie wstawać wcześniej i odrabiać lekcje. Jednak dobre nastawienie może wam dużo dać! Pamiętajcie, że to od was zależy, czy uczynicie ten rok lepszym, niż wszystkie inne lata, czy też nie. Pamiętajcie o systematyczności, bo to klucz do lepszych ocen (jeśli macie jakiś przedmiot, który jest dla was trudniejszy to uczcie się nie tylko przed sprawdzianem, ale regularnie i rozplanujcie to sobie w dziennikach czy kalendarzach- mi to dużo dało). Jeśli zmieniacie teraz szkołę i idziecie do nowych ludzi to powiem wam coś- ja też. I inni ludzie w waszych klasach też. Każdy kiedyś przechodził przez to samo. Zobaczycie, że w połowie września powiecie, że nie było się czym denerwować. Życzę wam powodzenia i sprawcie, że ten rok szkolny będzie wart zapamiętania, bo to zależy od was. Skupiajcie się na tym, co ważne i spróbujcie nie spędzać czasu na bezsensownych rzeczach (to też moje postanowienie!) :)





Pamper Night | Kosmetyki

Follow my blog with Bloglovin


Pamper Night to coś, co uwielbiam i uważam, że każda dziewczyna od czasu do czasu powinna robić. Nazwa ta oznacza mniej więcej tyle, co „noc rozpieszczania się/pielęgnacji”.
Jeśli miałaś gorszy dzień i jesteś smutna, warto się trochę zrelaksować . Jeśli jutro będzie jakiś bardzo ważny dzień, również warto się porozpieszczać. Ja robię sobie taką pamper night raz lub dwa razy w tygodniu, nawet jeśli nie mam specjalnej okazji, gdyż jest to kilka godzin ze sobą, na odpoczynek i poświęcenie uwagi swojemu wyglądowi bardziej niż na co dzień.


Co dokładnie robię podczas pamper night? Pokażę teraz moje kosmetyki i sposoby!
Na początek zawsze ustawiam w łazience świeczki- kilka na wannie, kilka na blacie czy półce. 
Po prostu uwielbiam świeczki, ładnie wyglądają, przyjemnie pachną i tworzą atmosferę. Poza tym, zwykle mam w łazience szklankę niegazowanej wody.



Następnie robię kąpiel- nalewam do wanny wody i wrzucam moje ulubione kulki bądź kostki do kąpieli oraz tworzę pianę.
Widoczne na zdjęciu to musujące kosteczki z Sephory (Sephora ma naprawdę sporo pięknych zapachów tych kostek, zdecydowanie polecam, zawsze lądują w moim koszyczku, kiedy jestem w tej perfumerii), serduszka do kąpieli z Sephory (również lubię je w kąpieli), różana kula do kąpieli z Lusha (na drugim zdjęciu jest rozkruszona dlatego, że pani w Lushu poleciła mi wrzucanie jej w taki sposób- i miała rację, bo dawała więcej zapachu i piany, kiedy była w częściach) oraz kapsułki pod prysznic z Sephory (nie dodaję ich do kąpieli, ale uwielbiam je pod prysznicem i jeśli ktoś nie ma wanny, to polecam).



Kiedy do mojej wanny nalewa się woda, zmywam makijaż mleczkiem z ochronnym ekstraktem z róży Garnier i nakładam na pięć minut maseczkę do twarzy z wyciągiem z róży Avon.

Mleczko to niezbyt pachnie różami, ale jest delikatne dla skóry i nie trzeba trzeć, żeby zmyć makijaż. Maseczka ma rozświetlać, co w jakimś stopniu robi, ale używam jej w tym momencie, bo jest bardzo relaksująca i przyjemna. Nie widać tego aż tak bardzo na zdjęciu, ale ma też kawałki róży. Pachnie dość intensywnie i polecam ją wielbicielkom kwiatu.

Kiedy zmyję maseczkę, wchodzę do wanny. Nie ma co za dużo mówić o tym kroku, po prostu należy zrelaksować się. Jeśli ktoś lubi i chce, można zabrać ze sobą książkę (ja preferuję jednak gazety, gdyż zwykle zdarza mi się zalać coś do czytania) . Nie polecam korzystania z tabletów, telefonów i tym podobnych podczas pamper night. Nie chodzi mi o to, że woda jest zagrożeniem dla elektroniki, ale przez ten czas lepiej jest się zrelaksować, odpocząć od wszechobecnego Internetu i dać oczom kilka spokojnych chwil.



W kąpieli uwielbiam używać scrubu do ciała Pat&Rub. Pachnie naprawdę niesamowicie, a skóra jest po nim miękka. Jedyne, na co radzę uważać to fakt, że lubi zostawać na skórze, więc trzeba go dobrze zmyć. 


Kiedy wyjdę z kąpieli, używam któregoś z moich ulubionych mleczek do ciała. W lato uwielbiam jeśli jest to kokosowe z Yves Rocher, a w jesień i zimę najbardziej lubię organiczne, również z Yves Rocher. Obydwa bardzo przyjemnie pachną (ten organiczny jednak bardzo mocno, ja akurat jestem wielbicielką tego zapachu, ale polecam powąchać przy zakupie, jeśli ktoś się skusi).


Jeśli chodzi o włosy, nie może być to nic ciężkiego, dlatego wybieram szampon Aussie Colour Mate Shampoo. Oczywiście jeśli nie masz włosów farbowanych, to nie polecam, ale na moje włosy po przejściach działa bardzo dobrze, utrzymuje kolor i regeneruje. Nigdy nie miałam tak ładnych włosów po farbowaniu jak po tym szamponie. Z czasem zauważycie, że bardzo lubię mówić o zapachu produktów i tak jest również tutaj. Pięknie pachnie brzoskwiniami!
Dwa inne produkty to Dove skoncentrowana terapia do włosów farbowanych oraz jedwab Biosilk. Terapię opisałam w mojej notce o ulubionych z roku 2014 (tutaj), a jedwabiu używa się na mokre włosy i się go nie spłukuje. Produkt dobry dla włosów zniszczonych i farbowanych, ja stosuję na końcówki. Przy jedwabiu potrzebna jest regularność, ja używam raz w tygodniu, ale za kilka miesięcy będę zmniejszać częstotliwość aplikacji. 



Następnie używam którejś z tych maseczek.

Montagne Jeunesse White Chocolate Ultra Deep Cleansing Masque
Montagne Jeunesse Chocolate Masque
Maseczki Montagne Jeunesse odkryłam będąc w Austrii w zimie, ale niedawno odkryłam, że są one też do kupienia w niektórych sklepach w Polsce. Pachną niesamowicie, te dwie akurat białą i zwykłą czekoladą. Poza tym, bardzo dobrze oczyszczają buzię oraz ją odżywiają (mają dobre dla skóry masło shea i masło kakaowe). Polecam spróbowanie ich na własnej skórze, firma ma też inne zapachy, ale ja nie mogę się oprzeć czekoladzie.




Podczas tego, gdy maseczka leży na twarzy zwykle stosuję te dwa cudeńka.
Perfecta Spa maska-serum do stóp + wulkaniczny peeling do stóp
Perfecta Spa maska-serum do rąk + szafirowy peeling do rąk
Zrobienie peelingu do stóp zajmuje dosłownie 5 minut, a naprawdę pomaga na zrogowaciały naskórek oraz nawilża. Potem trzeba nałożyć serum, które wchłania się około 15 minut, ale ja po prostu stosuję kosmetyk i wkładam miękkie skarpetki, które zdejmuję kładąc się spać.
Następnie robię sobie peeling do rąk, a maskę-serum nakładam przy wychodzeniu z łazienki, żeby miała czas sobie spokojnie wyschnąć.


Nadszedł czas na zmycie maseczki! Jeśli ktoś ma ochotę, można użyć potem drugiej maseczki bądź jakiejś innej, ale ja zwykle kończę na jednej i używam peelingu kontrolującego wydzielanie serum oraz żelu myjącego do twarzy (które opisałam tu )

Potem lubię sobie jeszcze wypiłować i pomalować paznokcie.

I to już jest w sumie koniec mojej pamper night! 

Jeszcze raz powiem- uwielbiam te kilka chwil ze sobą, w których relaksuję się i mam czas na przemyślenie wielu spraw.





Primer, fixer, mgiełka… | Kosmetyki



Postanowiłam napisać dzisiaj o trzech rzeczach- o primerze, fixerze i mgiełce. Wiele osób nie używa tych produktów tylko dlatego, że nie wie jak, chociaż one mogą naprawdę pomóc. Dużo kobiet myli też mgiełki i wody z fixerami, a to są rzeczy zupełnie inne.

Zacznijmy od primerów. Są to po prostu bazy. Kosmetyki te mają za zadanie wygładzić naszą skórę oraz sprawić, że nasz makijaż będzie trzymał się dłużej. To nie jest zbyt skomplikowana sprawa, ale należy pamiętać o kilku rzeczach. 
Po pierwsze, nałożenie zbyt dużej ilości primera sprawi, że trudno będzie nałożyć podkład i możliwe będzie to, że nasz makijaż zniszczy się podczas wykonywania go. Wystarczy jedna, cienka warstwa. To i tak pomoże. 
Po drugie, polecam posiadanie innego primera na powieki i innego na buzię. Bazy przeznaczone do oczu są delikatniejsze i mają inne opakowania oraz aplikatory. Zwykłe primery mogą podrażnić te wrażliwe okolice. 
Po trzecie, baza nie sprawi, że nasz makijaż będzie niezmywalny przez dwa dni i nic go nie ruszy. On przedłuża trwałość o kilka godzin, ale nie czyni cudów. 
Po czwarte, nie ma nic za darmo. Primery niszczą cerę, więc nie można ich używać każdego dnia.

Primery, które jestem w stanie polecić to:
Urban Decay Eyeshadow Primer Potion (czyli baza na powieki, posiada aplikator)
Benefit Cosmetics Stay Flawless 15-Hour Primer (w sztyfcie)
Revlon Photoready Primer (konsystencja kremowa)
To, czy wolisz bazę w kremie czy w sztyfcie zależy tylko od Ciebie. Jeśli jednak chcesz kupić jeden z nich, a nie chcesz testować obydwóch, powiem, że ten w sztyfcie nakłada się szybciej, ale trudniej. Ja wiele razy przesadziłam i zaaplikowałam za dużo, przez co nie dało się nałożyć podkładu i musiałam zmywać wszystko. Teraz już oczywiście wiem, że muszę tego używać bardzo mało i jeśli ktoś wybierze ten, to również pamiętajcie o tym.

Ten o konsystencji kremowej z Revlon (na zdjęciu go nie mam, gdyż skończyłam właśnie opakowanie i muszę polecieć po nowe) polecam jednak bardziej. Trudniej jest przegiąć i lepiej wygładza (oraz jest nawet kilka razy tańszy niż ten Benefit), więc jeśli kupujesz pierwszą bazę, to chyba lepiej zdecydować się na tą.

Primer na powieki Urban Decay była gratisem do jednej z moich ulubionych palet czyli Naked. Używam tej bazy nie tylko z cieniami tej samej firmy, w sumie używam jej z każdymi cieniami. Zaskoczyła mnie jej wydajność- to opakowanie na zdjęciu ma 5 miesięcy, a jest maleńkie i bazy nadal jest sporo. Jakość jest niesamowicie dobra, nie łzawią mi przez nią oczy, wszystko jest na miejscu. Bazę da się dostać w Internecie i prawdopodobnie kupię nową, kiedy skończy się ta.

Wkrótce przetestuję też inne bazy, znajdę bardzo tanie, więc zaobserwujcie bloga, jeśli chcecie przeczytać porównanie. J

Kolejna sprawa to mgiełki i wody termalne. Ja mam, widoczną na zdjęciu, mgiełkę Softening Facial Mist z Sephory. Produkty tego typu mają za zadanie odświeżenie naszej buzi, bardzo miłe uczucie szczególnie, gdy jest ciepło. Trzeba jednak pamiętać o tym, że mgiełki i wody termalne NIE NAWILŻAJĄ, ale dają uczucie nawilżenia. Tak naprawdę nie robią nic leczniczego dla naszej skóry, tylko odświeżają, więc nie można przestać używać kremu nawilżającego na rzecz takiego produktu. 
Kosmetyki takie są odpowiednie dla wrażliwej skóry i nie podrażniają. Można tego używać na makijaż, aczkolwiek z większej odległości i po chwili warto jest zdjąć nadmiar wody chusteczką.

Fixer to już nie jest miły i przyjemny kosmetyk. W jego składzie jest alkohol. Dlaczego więc ludzie pryskają sobie tym twarz? Fixera używa się po zrobieniu makijażu i ma za zadanie utrwalenie oraz zabezpieczenie. 
Czy działa? Zdecydowanie tak. Mój makijaż może przetrwać naprawdę długo po aplikacji fixera. Oczywiście logiczne jest to, że taki kosmetyk wysusza skórę i kompletnie nie nadaje się do używania codziennie. Aplikacja jest nieprzyjemna, zapach jest okropny, ale się ulatnia. 
Należy pamiętać o tym, żeby pryskać twarz trzymając fixer 30 centymetrów od niej oraz przy zamkniętych ustach i oczach. Ja osobiście wolę używać tego produktu, kiedy jestem w pełni pomalowana z wyjątkiem tuszu do rzęs, gdyż ten kosmetyk i tak, w moim przypadku, trzyma się cały dzień, a ja przymykam oczy mocniej podczas aplikacji utrwalaczem i tusz mi się rozmazuje.
Ja nie czuję fixera podczas dnia, tylko chwilkę po aplikacji. Są jednak osoby, które będą go czuć i polecam przetestować w jakiś dzień, kiedy tylko idziecie szybko do sklepu albo jesteście w domu, żeby w razie czego móc zmyć makijaż. Moja skóra nie reaguje na ten kosmetyk bardzo źle, ale może się okazać, że Twoja tak, więc polecam to sprawdzić.

Po użyciu tego kosmetyku lubię zrobić sobie odżywczą maseczkę oraz zaaplikować dużo kremu nawilżającego.

Mój fixer to Kobo Make Up Fixer Spray, jeden z tańszych, ale wystarczający. Skład droższych nie różni się zbytnio, więc prawdopodobnie zostanę przy nim jeszcze chwilę. Uważam, że ta rzecz bardzo ułatwia mi życie.

Wakacje 2014 | Ulubione


Jest trochę kosmetyków, których po raz pierwszy używałam w te wakacje i kilka z nich zasłużyło na to, aby coś o nich napisać. 



WŁOSY

Schwarzkopf got2b Beach girl spray z solą
Ten spray bardzo dobrze radził sobie z moimi niesfornymi włosami. Po użyciu powstają śliczne, delikatne fale. Nadaje się zarówno na mokre, jak i suche włosy (gdy stosowałam go na sucho, dobrze było związać włosy w koczka na kilka minut). Ten spray nazwałabym też rzeczą dla leniwych- po spryskaniu nie trzeba robić nic więcej, a fryzura i tak wygląda bardzo dobrze. Z pewnością będę używać tego produktu w następnych miesiącach, kiedy będę chciała uzyskać ładne fale. 



Szampon Curly Wurly Lush 
Ten szampon dla włosów kręconych z moimi poradził sobie jak żaden inny. Po umyciu loki wyglądają naprawdę ładnie i są podkreślone. Konsystencja może wydawać się nieco dziwna, wygląda jak peeling, ale w rzeczywistości nie tak trudno myło się tym włosy. Szampon jest też bardzo wydajny i świetnie pachnie. Wiem, że w Polsce niestety nie ma Lusha, ja zrobiłam zakupy w tym sklepie w Amsterdamie, ale jeśli zdarzy mi się wyjechać za granicę, do miejsca, gdzie będzie możliwość zajrzenia tam- na pewno to zrobię. A teraz, póki jeszcze mam ten szampon, używam go bardzo oszczędnie, żeby został ze mną jeszcze chwilę!

Dove skoncentrowana terapia do włosów farbowanych
Kiedyś chodziłam po drogerii szukając czegoś na moje końcówki, które zniszczyły się od farbowania i prostownicy. Postanowiłam spróbować tej terapii. Jedna taka tubka wystarczy na jedno użycie, ale działa zaskakująco dobrze. Kondycja włosów jest lepsza natychmiastowo, są przyjemniejsze w dotyku i lżejsze. Istnieje również wersja do włosów niefarbowanych. Stosuję tą terapię od początku lipca i moje włosy są zdecydowanie mniej zniszczone- trzeba pamiętać jednak o regularności (raz bądź dwa razy w tygodniu, zależy od stopnia zniszczenia włosów). 
Polecałam wersję do włosów niefarbowanych koleżankom, które włosów nigdy nie farbowały i również chwaliły! 




Farmona Tutti Frutti cukrowy peeling do ciała wiśnia & porzeczka
Uwielbiam ten peeling! Skóra po nim jest naprawdę miękka, jest bardzo wydajny i pachnie niesamowicie. Nie ma też problemów przy zmywaniu go z ciała- przy wielu produktach tego typu trzeba na siebie wylać bardzo dużo wody, żeby zszedł z ciała, a tutaj nie. Ma jeszcze dwie inne wersje zapachowe, ale ja kocham wiśnie i zdecydowałam się na tą. Myślę, że przy tym produkcie zostanę na dłużej. Stosuję go dwa razy w tygodniu (albo częściej, gdyż jest bardzo przyjemny). 





LAKIERY DO PAZNOKCI

Lakier do paznokci Chanel w kolorze 647 Lilis
Kolor był idealny na lato, a sam lakier ma konsystencję i pędzelek, które ułatwiają rozprowadzanie. Paznokcie tego koloru miałam przez większość czasu w ciągu ostatnich dwóch miesięcy i myślę, że ten odcień będzie dobry również jesienią. 

Lakier do paznokci Sally Hansen Complete Salon Manicure w kolorze 416 Green Tea
Lakiery Sally Hansen Complete Salon Manicure to moje ulubione lakiery na świecie, mam ich w tej chwili kilkanaście. Aplikacja jest bardzo prosta, a efekt utrzymuje się dość długo. Fajne w nich jest również to, że mają dość duże buteleczki- moje pierwsze lakiery Sally Hansen kupiłam dwa lata temu i nadal ich używam! Ten kolor po prostu bardzo mi się spodobał tego lata i również często malowałam nim paznokcie. 






 Paleta Chanel Les 4 Ombres numer 224 Tisse Riviera
Ta paletka ma cztery cienie i wszystkie są metaliczne.
Dużą zaletą tych cieni jest to, że się nie osypują- zarówno w trakcie malowania, jak i w ciągu dnia.  Poza tym, po prostu ładnie wyglądają- te kolory pasowały do moich niebieskich oczu. Jedna z palet, która nadaje się na każdą porę roku. Oczywiście nie była to najtańsza rzecz świata, ale jakość cieni jest niesamowicie dobra i bardzo się cieszę, że je mam. 

Mam nadzieję, że podobały wam się ulubione- będzie to stała seria, posty tego typu będą pojawiać się w każdym miesiącu :)



 photo envye.jpg
envye blogger theme